Autorka „Buntu” (wówczas mająca piętnaście lat) stworzyła e-pismo
powodując się fascynacją e-dziennikarstwem, chęcią zawarcia nowych znajomości
i poznawania innych ludzi a także, o czym była mowa wcześniej, by wykazać jak
działa anonimowość w sieci. Gdyby nie osobiste pobudki Marty Ryndy, przypadek
„Buntu” można by uznać za niezwykle interesujący eksperyment naukowy. Z drugiej
strony, warto się zastanowić, czy i na ile tego typu „eksperymentowanie” nie zagraża
wiarygodności prasy elektronicznej. Redakcje omawianych we wcześniejszym
podrozdziale e-pism (i serwisów) dążą nie tylko do rozwoju prasy elektronicznej na
polskim rynku, do podwyższania jej poziomu merytorycznego i technicznego, ale
także do wzrostu jej wiarygodności, co dawałoby szansę konkurowania z gazetami
drukowanymi. Historia „Buntu” jest z pewnością interesująca, jednak może stwarzać
niebezpieczeństwo dla wizerunku pozostałych, profesjonalnych e-gazet. Poza tym
dobitnie pokazuje, jak działają pewne mechanizmy w Internecie:
„Wraz ze wzrostem popularności BUNTu, zaczęłam zastanawiać się nad
próbą skłonienia jakiegokolwiek serwisu do sponsorowania nam miejsca na swoim
serwerze. Napisałam do paru firm. Początkowo korzystałam z usług IQ.pl. Potem
przeniosłam się na serwer NANO.pl. Oba te serwisy nie wymagały ode mnie
żadnych informacji! Nie liczyło się kto i jaki serwis prowadzi, lecz jaką oglądalność
ma dana strona. Otrzymanie konta od sponsorów wymagało mniej wysiłku, aniżeli
zabieg rejestracji w darmowych serwisach!!! Żadnych pytań, prób ingerencji w
moją działalność - nic! Całkowita wolność, swoboda i świadomość, że w Internecie jesteś całkowicie anonimowy, jak również większość postrzega cię jako
wirtualną jednostkę społeczną, na której można dodatkowo zarobić... 19”
19 fragment e-książki „Droga Buntu”